three

foto: Justyna Kałuża

Róża rośnie we mnie, kłuje kolcami od środka, sprawia, że szaleję i nie wiem co ze sobą robić. Może to tak jest, że powinnam się przyzwyczaić, nie zwracać uwagi? Ale jak to robić, kiedy ona wciąż się rozwija, jest coraz większa a jej ciernie wiją się we mnie raniąc mnie z całej siły raz po raz? Chcę być przez chwilę ogrodniczką i wielkim ostrym sekatorem pociąć różę na drobne kawałki, rozwalić ją doszczętnie, tak by nie mogła juz więcej wydac pęków swych kwiatów i zadawać mi bólu. Czuję jak oplata moje żyły, krew zalewa mnie w środku, delikatne płatki ugrzęzły mi w gardle, pluję nimi, jestem bezradna. Nikt nie zna recepty na to, żeby to wszystko zakończyć. Mogę się tylko kulić i leżeć w kocu swoim zawinięta jak małe dziecko, schowana przed światem. Mdli mnie na samą myśl, że muszę wyprostować nogi, jednak strach przed zastygnięciem w pozycji embrionalnej jest tak silny, że godzę się na to, by roślina we mnie mogła zmienić swoje ułożenie razem ze mną i drapała moje wnętrzności. Co z tego, że róża to piękny kwiat? 






*notka z fbla

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz